środa, 12 czerwca 2019

pierwszy miesiąc 21-latki

Wow, ten czas to jednak zapierdziela z górki. Niedawno zdmuchiwałam świeczki na torcie, a teraz już miesiąc jestem dwudziestojednoletnią dziołchą.
Nie będzie dzisiaj przydługawego wstępu, bo nikt nie ma na to czasu, nie w tych czasach. Zasadniczo, sama nie wiem, jak ten post będzie wyglądać, ale wiem, że był/jest/będzie mi potrzebny przez cały czas.

Załamanie nerwowe
Nie wiem, czy można tak to nazwać, nie wiem, czy kogoś tym obrażam, ale jako, że sama borykam się z problemami natury psychicznej, mam wrażenie, że mogę użyć tego wyrażenia. W wieku 21. lat przeżyłam swój pierwszy atak paniki/nerwów/anxiety attack. Dalej ubolewam nad faktem, że nie ma odpowiednika wyrażenia anxiety attack, bo jest on szczególnie potrzebny w tych czasach, tak więc postaram się po krótce wytłumaczyć. Anxiety attack to silne połączenie paniki, stresu, niepokoju, lęku, trwogi i czegokolwiek, co kojarzy się z wyżej wymienionymi wyrazami. Na polski jest przetłumaczony jako atak niepokoju lub zespół lęku uogólnionego. Na Wikipedii jest użyte wiele mądrych słów, które dla mnie, osoby która zmaga się z wyżej wymienionym, są niezrozumiałe, więc postaram się wytłumaczyć to na moim przykładzie. Wyobraźcie sobie, że stoicie na najwyższej górze świata, a pod nogami macie najgłębszy dół świata... i nagle zaczynacie tam spadać. Tak właśnie, według mnie, wygląda anxiety attack. Tracicie grunt pod nogami, macie wrażenie, że nie możecie złapać tchu, do oczu napływają Wam łzy, macie gulę w gardle, nie możecie ustać na nogach i cali się trzęsiecie. Wyobraźcie sobie też, że dzieje się to ni z gruchy, ni z pietruchy - po prostu ot tak. Tak właśnie wyglądało to u mnie. Siedziałam sobie spokojnie wśród ludzi, którzy po prostu byli, a nagle w mojej głowie, wokół mnie, zrobiło się tak tłoczno, jakbym była przygniatana przez ogromny głaz, który odcinał dopływ tlenu do płuc, krążenie krwi, tak naprawdę - wszystko. Nie mogłam oddychać, do oczu naleciały łzy, gula w gardle z każdą chwilą robiła się większa, aż do momentu, kiedy nie mogłam właściwie oddychać. Sapałam tak, jakbym miała zaraz dostać ataku serca, i tak też zachowywało się moje serce - waliło tak, jakby zaraz miało wyskoczyć z piersi. Zdecydowanie było to jedno z najbardziej traumatycznych przeżyć w moim życiu i stało się ono właśnie w pierwszy miesiąc, jako 21-latka. Jeżeli tak ma wyglądać każdy kolejny, to ja chyba postoję z boku.
Pomocą w tej sytuacji okazało się po prostu wyjście na zewnątrz i powrócenie do swojego bezpiecznego miejsca - jakiegokolwiek pokoju, gdzie można pozostać samym, bez ludzi dookoła. Popłakałam sobie, co było rodzajem katharsis w tej całej sytuacji. Zdecydowanie pomogło.

Studia
Ta informacja zasadniczo jeszcze bardziej wzmocniła mój stan depresyjny, w który wpadłam na początku czerwca. po moim załamaniu nerwowym. Otóż okazuje się, że wcale nie będzie tak kolorowo i od października rozpoczynam studia na nowo - co wiążę się ze zmianą mojej kochanej grupy zajęciowej i dołączeniem do zupełnie innej. Informacja, powiem krótki, rozpierdoliła mnie na łopatki. Dlaczego? Bo przechodziłam na II semestr tych studiów zupełnie bez potrzeby, a w tym czasie mogłam robić zupełnie co innego. Nieprzyjemna sytuacja. Tym bardziej, że nigdzie na terenie mojej uczelni, w administracji, wśród wykładowców, nikt nie jest mi w stanie udzielić konkretnych informacji na ten temat, jestem olewana pod względem tego tematu. Mam ogólne wrażenie, bardzo przykre, że jakiekolwiek problemy na tej uczelni są po prostu zamiatane pod dywan; jesteś tylko brany pod uwagę, jeśli jesteś super studentem, który nie sprawia problemów, a jak tylko zaczynasz sprawiać, to jesteś zamiatany pod dywan i problem magicznie znika. Ogólnie, cholernie nieprzyjemne uczucie.
Ta cała sytuacja mi cholernie pomogła, wbrew pozorom. Być może najpierw mną wstrząsnęła i mnie niewiarygodnie wkurwiła, ale pozwoliła też odpowiedzieć na kilka bardzo ważnych pytań. Na przykład, czy te studia naprawdę sprawiają mi przyjemność? Cóż, nie. Sprawia mi przyjemność studiowanie z tymi wszystkimi wspaniałymi ludźmi. Tak naprawdę, moje serce ma głęboko gdzieś filologię angielską - dużo bardziej podoba mu się ekologia, ochrona środowiska, psychologia, nawet kryminalistyka, niż filologia angielska. I waham się. Sporo się waham. Nie wiem czy nie rzucić tym wszystkim i wyjechać w Bieszczady? Czy rzucić studia i zmienić kierunek? Czy kontynuować kierunek wbrew mojej decyzji? Wiele pytań, a odpowiedzi brak... Cóż, w życiu bywa i tak.

Włosy! ♥
Ostatnia rzecz, o której chcę powiedzieć. W miesięcznice mojego bycia 21-latką poszłam do fryzjera i pożegnałam się z mianem krótkowłosej Klaudii. Teraz jestem już średniowłosą Klaudią. I, tak jak w filmach, są pokazane bohaterki, które zmieniają włosy i wszystko magicznie się zmienia, mam nadzieję, że tak samo będzie ze mną. Że w następnych 11. miesiącach bycia 21-latką podejmę wiele dobrych decyzji. Że jako 21-latka nie będę już taką osobą, jaką byłam jako 20-latka. Że coś się faktycznie zmieni w moim życiu, poza moimi włosami. Że wszystko będzie zmieniać się na lepsze.

I z tym Was pozostawiam.
Dzięki, że jesteście ♥

klaudia x



tt/ig: @tbkrnk
snap: @ksiezniczkac
mail: tabakiernikk@gmail.com

dla wytrwałych: w najbliższym czasie chciałabym zrobić post, gdzie odpowiadam na Wasze pytanie.
oczywiście pojawienie się takiego posta zależy głównie od Was - moich czytelników.
jeżeli macie jakieś fajne pytania, na które chcielibyście uzyskać odpowiedzi, to wysyłajcie je na maila, albo pozostawiajcie w komentarzach, najlepiej pod tym postem, a z chęcią na nie odpowiem!
dziękuję za to, że tutaj jesteście i do zobaczenia wkrótce ♥ 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz